sobota, 4 lipca 2026

Pyrkon 2026 - relacja Megi


Nasza przygoda z Pyrkonem zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy zachęceni relacjami zeszłorocznych Pyrkonowiczów, spontanicznie podjęliśmy decyzję - jedziemy! Nie jesteśmy konwentowymi wyjadaczami. Do tej pory, za sprawą Starego Wujka i w jego towarzystwie, braliśmy udział tylko w lubelskich konwentach - Falkon, Starfest, Lubelskie Dni Fantastyki, Lubikon, 3K6, Świderkon

Bilety na Pyrkon kupiliśmy w pierwszej dostępnej turze. Karnet normalny 3-dniowy z 3 tokenami (to takie jakby kupony do rezerwacji miejsc na wydarzenia, na które obowiązywały zapisy) dla jednej osoby kosztował nas 308,41zł. "Dużo" pomyśleliśmy. Ale w końcu żyje się raz. Szybko okazało się, że to całkiem niewiele w porównaniu do cen noclegów w Poznaniu i okolicach. Kiedy zobaczyliśmy czterocyfrowe kwoty za nocleg dla naszej trójki, szybko doszliśmy do wniosku, że sen nie jest nam niezbędny. W końcu Pyrkon to impreza, która szczyci się tym, iż trwa nieprzerwanie przez 54 godziny, więc i my wykorzystamy do maksimum czas spędzony w Poznaniu i pobawimy się przez całą noc. W dodatku w tym roku była to Noc Kupały, na Pyrkonie zaplanowano jej obchody. Nie będziemy się nudzić! 

Do Poznania dotarliśmy w sobotę o 10:30, po prawie 5 godz. podróży pociągiem. Dworzec jest tuż obok Targów Poznań, więc łatwo i szybko można było trafić na konwent, podążając za tłumem. Szybka wymiana biletów na wejściówki, przy ich odbiorze dostaliśmy pyrkonowe kostki - w tym roku były to K12. Wielki plus dla organizatorów za kasy pierwszeństwa dla osób z niepełnosprawnościami. Chłopcy dostali też specjalne smycze ze słonecznikami (choć musiałam się o nie dopominać), przygotowane dla osób z ukrytymi niepełnosprawnościami, które dyskretnie informują, że osoba ta może potrzebować dodatkowego wsparcia. Smycze te dawały jeszcze inne przywileje, ale o tym za chwilę. 



Już wcześniej przestudiowaliśmy program i wypatrzyliśmy kilka interesujących nas punktów. Pierwszy odbywał się już o 11:00, więc pędem pognaliśmy na miejsce wykładu Sławosza Uznańskiego "Co naprawdę dzieje się podczas misji kosmicznej". Kolejka okazała się nie mieć końca. I tu przydało się drugie udogodnienie dla osób z niepełnosprawnościami - wejście na wykłady bez kolejki i bez wcześniejszej rezerwacji miejsca. 

Wykład był ciekawy, Sławosz jak zwykle z pasją opowiadał o swojej pracy i zarażał entuzjazmem. Wykład był też tłumaczony na żywo na język migowy. Niestety zawiodła organizacja - nikt nie przewidział czasu potrzebnego na zapełnienie i opróżnienie sali, więc zabrakło go na sam wykład i na zaplanowane zadawanie pytań. Wielka szkoda. 




Po wykładzie przyszedł czas na rozejrzenie się po terenie konwentu. Pierwsze wrażenie? Ogrom ludzi i duży hałas. I ogromne kolejki do toalet... Kolejki właściwie wszędzie i do wszystkiego... Odwiedzaliśmy po kolei każdy budynek - przez niektóre szybko przechodząc, omiatając wzrokiem wystawy, w innych zatrzymując się na dłuższą chwilę. Zaczęliśmy od Strefy Star Wars, następnie dłuższą chwilę spędziliśmy na wystawie budowli z klocków LEGO, gdzie był również sklepik, w którym można było kupić zarówno całe zestawy, jak też pojedyncze, nieraz trudne do zdobycia klocki. Szybko przemknęliśmy przez pawilon Cosplay oraz strefę Mangi i Anime. Nadszedł moment na chwilę odpoczynku. Niestety ciężko było znaleźć miejsce, gdzie można by usiąść - organizatorzy zdecydowanie tego nie przemyśleli. 



Nasze następne kroki skierowaliśmy do pawilonu z mini-wystawcami i Pyrsklepikiem. Spędziliśmy tam o wiele więcej czasu niż planowaliśmy, ponieważ urzekły nas wyroby poszczególnych artystów. Można było kupić ręcznie wytwarzane stroje, dekoracje oraz przedmioty użytkowe. Wszystko w temacie fantasy oczywiście. Nie zabrakło też biżuterii i elementów strojów cosplay. 

Dużym rozczarowaniem okazał się pyrkonowy sklepik. Mieliśmy nadzieję znaleźć w nim pamiątkowe drobiazgi z logo Pyrkonu np. zestawy kostek do gry, woreczki na kostki, breloczki, smycze, długopisy, bidony, pudełeczka itp Tymczasem można było kupić tylko pyrkostkę K6, poza tym dominowały t-shirty i naklejki. Być może inne rzeczy wyprzedały się wcześniej - tego nie wiem. 


Następnie przeszliśmy do dużej hali z wystawcami. Tam spędziliśmy kilka godzin, choć na większość stoisk tylko rzucaliśmy okiem, a część zupełnie pomijaliśmy. Bardzo dokuczył nam ogromny hałas. Stoiska rozrzucone były chaotycznie, bez większej logiki. Trzeba było pokonać kilka kilometrów, żeby obejść wszystkie. Przy tak dużej imprezie dobrym rozwiązaniem byłoby podzielenie hali na strefy tematyczne. Zwiedzający oszczędziliby dużo czasu i energii mogąc ominąć strefy, które ich nie interesują. Szkoda, że nikt na to nie wpadł. Zabrakło też stoisk kilku dużych firm i wydawnictw. Nie było choćby stoisk wydawnictw Prószyński, Znak czy SuperNowa. Jeśli chodzi o literaturę, ale też innych wystawców, to w naszym odczuciu lubelski Starfest oferuje podobny wybór i nie mniej ciekawe stoiska.


O ile w dzień podobno kręcili się jeszcze wolontariusze, którzy pomagali w opanowaniu zasad gry, o tyle w nocy nikogo takiego nie było. Wielki plus natomiast dla organizatorów za pomysł z balonikami, które mogłeś wziąć ze sobą do stolika, jeśli szukałeś towarzysza do gry. Ostatecznie zagraliśmy w Azul-Ogród królowej i Neuroshina Hex. Nie znaliśmy tych gier, a godzina około 4:00-5:00 rano nie sprzyjała przyswajaniu zasad, ale bawiliśmy się dobrze, jak zwykle trochę na własnych zasadach. 




Pawilony miały otworzyć się ponownie dopiero o 10:00 (sic!), a z racji niedzieli, wszelkie sklepy i restauracje również pozostawały dłużej zamknięte, więc postanowiliśmy poranek wykorzystać na zwiedzanie Poznania i wybraliśmy się na Starówkę. Spacer zakończyliśmy około 9:00 na śniadaniu w pobliskim McDonaldzie. Po otwarciu pawilonów swoje kroki skierowaliśmy do Strefy Gamingowej. Tam przez chwilę pograliśmy w różne wersje GTA, po czym poszliśmy zwiedzać miejsca, w których nie zdążyliśmy być poprzedniego dnia m.in. strefę puzzli. Zrobiliśmy też małe zakupy. Naprawdę małe, bo większość cen - zaporowa! 150zł za notatnik w prostej skórzanej oprawie, 250zł za dekorowany kubek, 600zł za lampkę... Za to, o dziwo, ceny kostek do gry były całkiem przyzwoite. 

Na niedzielę mieliśmy zaplanowane kilka wykładów, jednak na żadne ostatecznie nie dotarliśmy. Nie zdążyliśmy też zagrać we wszystko, co chcieliśmy. Tak naprawdę w wiele miejsc jeszcze chętnie bym wróciła, poświęciła im więcej czasu i uwagi, jednak o 13:00 mieliśmy pociąg powrotny i trzeba było się zbierać. Na dworcu był armageddon... Tłumy ludzi, pociągi opóźnione o kilka godzin przez jakąś awarię... Na szczęście ostatecznie, choć z dużym opóźnieniem, udało się nam dotrzeć bezpiecznie do domu. 

Podsumowując. Bardzo duży konwent, ogromny teren, mnóstwo wydarzeń, mnóstwo ludzi, koszmarny hałas, bardzo wysokie ceny. Organizacja wydarzenia zdecydowanie tragiczna! Duży chaos, słaba informacja, brak miejsc do odpoczynku, brak wody w beczkowozach (przy 33st na dworze), brak jakiejkolwiek otwartej gastronomii czy sklepu w godzinach 23-9 (nawet w okolicy targów), brak nocnych punktów programu, a momentami traktowanie uczestników jak zło konieczne. Strefa Gamingowa nie powalała, planszówkowa wręcz mocno rozczarowała. Nawet prelekcje na lubelskim Starfeście są, przynajmniej dla nas, o wiele ciekawsze i bardziej różnorodne. Plus za pyrkonową apkę z mapą i programem imprezy, jednak brakowało w niej kilku ważnych informacji, jak godziny otwarcia poszczególnych pawilonów. Za to uczestnicy FANTASTYCZNI! Super pomocni, uśmiechnięci, otwarci i sympatyczni. No i te wspaniałe stroje! Ogólnie czuliśmy się trochę zagubieni, przebodźcowani i w sumie - zawiedzeni. Na pewno było to ciekawe nowe doświadczenie. Będziemy długo wspominać tą przygodę. Dobrze było tam być. Jednak spodziewaliśmy się chyba czegoś... lepiej zorganizowanego.


Wszystkie zdjęcia od Megi, Daniela i Tomka.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz