wtorek, 24 kwietnia 2018

Biblioteka





- Wujku, wujku, opowiedz nam jakąś historię - prosiły dzieci, które leżąc na podłodze salonu, wymościły sobie z koców i poduszek wygodne posłania.
- No, ale przecież wszystkie już słyszałyście, nie znam więcej historii, które mogłyby Was zainteresować. – odpowiedziałem, wiedząc, że skoro już na mnie czekają, to muszę coś wymyślić. A zrobię to jak zwykle, z nieskrywaną radością.
-  No wujku, prosimy. Na pewno jakąś jeszcze znasz.
- Uwierzcie mi, że opowiedziałem wam już całą napisaną fantastykę, fantastykę naukową,
a na horrory to jesteście jeszcze za mali.
– próbowałem fałszywie oponować.
- To może teraz zupełnie coś innego! Historię obyczajową!  Słyszałam, że jest coś takiego – powiedziała jedna z dziewczynek.
- Obyczajową, mówicie? A wiecie, że znam taką jedną…





Wszystko ma swój początek. Każda historia zaczyna się od pewnych sytuacji, rzeczy lub osób, które kształtują dalsze wydarzenia.

Posłuchajcie o Alicji, która w tym roku, z wielką ochotą poszła do pierwszej klasy. Choć bardzo podobała się jej nauka, nowi znajomi, obiady w stołówce były pyszne, a opowieść na to jeszcze nie wskazuje, była smutną dziewczynką.

I nie jest tak, że jej rodzice byli złymi ludźmi, jak można byłoby przypuszczać. Bo chyba tymi torami poszło Wasze rozumowanie? Po prostu cały ich wolny czas, zajmowało rozstrzyganie dorosłych problemów, nieznanych małej dziewczynce. A ona, tak jak każde dziecko, potrzebowała pozytywnych wrażeń.

Nawet, gdy niektórzy ludzie bywają źli, to może tak się zdarzyć, że są rodzicami osób, od których wszystko ma swój początek. I tak też było w tej historii.

Mała Alicja, chociaż siedmiolatka, marzyła o czymś nowym. Pewnego razu, poszła z wycieczką szkolną do Biblioteki Miejskiej, mieszczącej się w Domu Kultury. Z uwagą wysłuchała, kiedy miła pani bibliotekarka opowiadała o miejscu, w którym się znaleźli. Ale jak to bywa w obecności koleżanek z klasy, nie umiała na dłużej skupić się na słowach pani. Interesowały ją bardziej śmichy i chichy, ponieważ ogromnie spragniona była uśmiechu na buzi. Pod koniec zajęć w bibliotece, wybrała książkę z kolorowymi rybkami na okładce i wrzuciła ją do plecaka.

W domu, gdy już odrobiła lekcje, pobawiła się pluszowymi zwierzakami i lalkami, zamalowała kilka kartek wesołymi obrazkami oraz zjadła kolację, usiadła znudzona na łóżku, zastanawiając się co ma począć dalej. Przypomniała sobie o książce, którą miała w plecaku i wyjęła ją. Obejrzała okładkę, przekartkowała stronice i zaczęła czytać pierwsze zdanie. Nagle stała się rzecz niesamowita. W jej głowie pojawiły się obrazy. Siedziała zdumiona, zapatrzyła się w okno i czuła, że coś zaczyna się w niej rodzić. Wizja dotyczyła tego, co przeczytała. Spojrzała ponownie na czarne literki na biały tle i chwilę później już ich nie zauważała. Znalazła się w książce. Scenerie zmieniały się, postacie do siebie mówiły, czuła zapachy i smaki. I mogłoby to chyba trwać w nieskończoność, gdyby nie poszturchiwania przytulonej do niej mamy, która uważnie przyglądała się temu co robi córka.

Na moment Alicja posmutniała, wyrwana ze swojego bajecznego świata, ale szybko zrozumiała, że dostała to, o czym od dawana marzyła, chociaż nie umiała jeszcze tego dokładnie sprecyzować. A tu proszę, Fantazja stała się jej Przyjaciółką.

Po wieczornej kąpieli, tuż przed zgaszeniem światła i całusem na dobranoc, dokończyła rozdział. Z chusteczki higienicznej zrobiła zakładkę i kładąc książkę na szafce nocnej, nie mogła doczekać się kolejnego dnia.

Rano, gdy tylko się obudziła, zapytała taty, czy kiedy odbierze ją za szkoły, pójdą razem do biblioteki. Tata zgodził się, pogratulował zaskakującego pomysłu, jak na tak małą dziewczynkę, i po śniadaniu, porannej toalecie, ruszyli wspólnie do szkoły.

Gdy lekcje się skończyły, zgodnie z obietnicą, poszli do biblioteki. W wejściu, tata spotkał pana Tomasza i zaczęli o czymś cicho dyskutować. Alicja nieśmiało wkroczyła pomiędzy regały, na półkach których, pod sam sufit, niczym kamienie w murze, ciasno stały książki. W kilku miejscach znajdowały się doniczki z luźno zwisającymi pędami listków. Stawiając wolno kroczek za kroczkiem, rozłożyła ręce szeroko i samymi opuszkami palców, delikatnie dotykała grzbietów książek. Niektóre były chropowate, inne śliskie, obłożone folią. Powoli, lecz nieustępliwie, idąc po miękkim dywanie, zagłębiała się w biblioteczny labirynt. Nad głową przyjemnie mruczały długie lampy, dające jasne światło, które jako jedyne mąciły ciszę. Skręcała raz w prawo, raz w lewo. Wszędzie stały różnokolorowe książki. Jedne były grube, inne niewielkie i miały przeróżne kolory. Zapach papieru i kurzu zrobił na niej niesamowite wrażenie. Kilka razy odetchnęła głęboko, aż w pewnym momencie usłyszała cichą, lecz ożywioną rozmowę dochodzącą zza grubej ściany książek. Była wychowana ze świadomością, że pewnych rzeczy, takich jak podsłuchiwanie, nie powinna robić, ale to było silniejsze od niej. Dwie starsze dziewczyny rozmawiały o jakichś małych ludziach, wędrujących przez puszczę i pomiędzy górami, by do ognistej lawy wrzucić pierścień. Mówiły też o białowłosym rycerzu, który wraz z dziwnymi kompanami, pędził przez świat w poszukiwaniu ukochanej dziewczynki, nazywanej przez niego córką. Usłyszała także o świecie, który istnieje na żółwiach i niewidocznym uniwersytecie? Alicja nic z tego nie rozumiała i prędko zorientowała się, że lepiej wrócić do taty.

Gdy go znalazła, przeszli do działu z książkami dla dzieci, mijając po drodze czytelnię,  gdzie kilka osób, popijając herbatę na kanapach, w skupieniu czytało książki i gazety, co jakiś czas notując coś w wielkich zeszytach lub laptopach.

Po powrocie do domu, dziewczynka sprawnie odrobiła lekcje i dorwała się do wczoraj zaczętej książki. Bardzo szybko ją ukończyła. To była pierwsza, tak długa książka, którą samodzielnie przeczytała. Postanowiła zapisywać w pamiętniku wszystkie przeczytane pozycje.

I musicie uwierzyć, że czytanie stało się jednym z ulubionych zajęć Alicji. W szkole okazało się, że jej dwie koleżanki oraz kolega znają te same publikacje. Wspaniałą zabawą było opowiadanie w większym gronie o przygodach poznanych bohaterów. Po zajęciach szkolnych, kiedy siedzieli w świetlicy, malowali kredkami najciekawsze sceny z książek, a nawet  próbowali wymyślać ich inne zakończenia.

Każde odwiedziny w bibliotece były niezwykłym wydarzeniem, prawie świętem. Co kilka dni przychodziła tam z rodzicami lub babcią, żeby wymienić książki na nowe. Panie bibliotekarki poznały już ją dobrze i polecały takie, które na pewno by jej się spodobały.

Któregoś razu, Alicja dowiedziała się, że do biblioteki, na spotkanie autorskie, przyjdzie autorka jej ulubionych książek. Za kieszonkowe, z najlepszej… i jedynej księgarni w  mieście, wykupiła wszystkie tytuły z tej serii, ponieważ mama powiedziała jej, że w czasie takich spotkań, można dostać autograf i dedykacje. Alicja nie mogła się doczekać tego dnia.

            A kiedy nadszedł, nie potrafiła usiedzieć w miejscu i kazała rodzicom szybko wychodzić z domu. W obszernej sali Domu Kultury zebrało się mnóstwo rówieśników Alicji, którzy też przyszli z rodzicami posłuchać zaproszonego gościa. Dziewczynka cieszyła się w głos, piszczała i klaskała w dłonie. Słuchała o tym, jak powstają jej ukochane książki, oraz o tym, że już niedługo zostanie wydana kolejna, w której bohaterowie będą przeżywać nowe, niezwykłe przygody. Ach, cóż to był za emocjonujący dzień. Alicja dostała dedykację, autografy w każdej książce, a zdjęcie z autorką, które zrobił jej tata, wisi na ścianie nad łóżkiem. Nie spodziewała się, że tyle osób w mieście może czytać te same książki co ona. Podczas tego wydarzenia poznała kilku nowych znajomych i utrzymuje z nimi kontakt do dzisiaj. Takie spotkania autorskie są czymś niewątpliwie wyjątkowym.

Po powrocie do domu, rodzice posadzili Alicję na kanapie między sobą i zaczęli opowiadać, o tym, że oni też kiedy byli dziećmi, lubili się bawić, mieli swoje ulubione książki i bohaterów. Całe szczęście, że był piątek, bo opowieściom nie było końca. Alicja usłyszała mnóstwo przedziwnych historii i dopiero po północy udała się do Krainy Snów.

Następnego dnia przed południem, cała rodzina wybrała się na spacer po parku. Słońce świeciło i można było bez przeszkód pobiegać po suchych liściach i zbierać kasztany. Zmęczona Alicja, przycupnęła zasapana na ławce i zapytała mamy, co jeszcze ciekawego można robić w bibliotece. Tata wyjął telefon i na stronie internetowej biblioteki przeczytał, że akurat dzisiaj, nad zalewem odbywa się „wydarzenie literacko – kulinarne – Danie dla Mola”

Postanowili natychmiast tam pójść. Uczestnicy imprezy mieli za zadanie odnaleźć w przeczytanych książkach opis pysznego dania i przyrządzić go dla publiczności. A wszystko to było okraszone dobrą atmosferą, cytatami i zapachami, od których można było dostać kręćka z rozkoszy. Alicji najbardziej smakował bigos z Pana Tadeusza i pierniczki Kubusia Puchatka.

I wtedy nasza mała bohaterka zrozumiała, że biblioteka to nie tylko budynek czy też wielkie pomieszczenie wypełnione po brzegi książkami. Biblioteka jest wszędzie tam, gdzie ludzie czytają książki. Mówi się, że kto je czyta, żyje podwójnie. Wówczas zobaczyła na sali wielu ludzi w różnym wieku. W ich oczach odbijały się literackie światy..

Któregoś razu, Alicja chciała skorzystać z czytelni biblioteki i odrobić lekcje. Poprosiła mamę o towarzyszenie podczas realizacji tego pomysłu. Kiedy robiła pracę domową, a szło jej to naprawdę sprawnie, mama w tym czasie w komputerze przygotowywała pismo do pracy. Ludzie będący na miejscu, uśmiechali się życzliwie do małej czytelniczki. Kiedy skończyła, spakowała zeszyty i ucięła sobie ze starszą panią miłą pogawędkę na temat szkoły. Okazało się, że jest ona emerytowaną nauczycielką języka polskiego. Alicja dowiedziała się również, że za kilka dni, biblioteka organizuje festyn rodzinny.

I rzeczywiście,  wracając z mamą do domu, zauważyła, że na tablicach ogłoszeniowych wiszą kolorowe plakaty zapraszające na wspólną zabawę. Jako atrakcje, wymieniono: gry i zabawy dla dzieci, konkursy sportowe, występy artystyczne dzieci i młodzieży oraz wiele innych.

Życie jej i rodziców stało się wesołe. Biblioteka organizowała wiele atrakcji, z których Alicja korzystała, kiedy tylko mogła. Uczestniczyła w feriach, wspólnym czytaniu i oglądaniu bajek, spotkaniach autorskich z twórcami książek, których osobiście jeszcze nie znała, ale rodzice się w nich zaczytywali. Cieszyła się, że z czasem będzie poznawać inne książki, które nie mają zbyt wielu obrazków na stronach lub nie mają ich wcale. Ale teraz była skupiona na swoich, dziecinnych historiach. Dom Kultury, w którym mieści się biblioteka to również interesujące miejsce. Odbywają się tam zajęcia taneczne, plastyczne, teatralne, wokalne, działa nawet chór, a starsze dzieci mogą uczestniczyć w spotkaniach Młodzieżowej Inicjatywy Kulturalnej. W dużym holu można pograć w ping ponga, a w pozostałych salach organizowane są galerie malarskie. Podczas jednej z wizyt w bibliotece, dziewczynka usłyszała śpiewy. To nie były zwykłe piosenki znane z radio czy telewizji. Te usłyszane teraz brzmiały całkowicie inaczej i można je było zrozumieć. Zaciekawiona przysłuchiwała się im uważnie. Pani bibliotekarka wyjaśniła, że to śpiewają panie z Klubu Seniora. Kompetentni pracownicy bibliotek to skarb.

Po nowym roku odbyła się Gala Czytelnika Roku. Jak nie trudno się domyślić, Alicja wygrała tę edycję w kategorii dziecięcej. Co ciekawe, jej babcia, zajęła pierwsze miejsce jako dorosła czytelniczka. Po skończonej imprezie, w kawiarni artystycznej, mieszczącej się na parterze Domu Kultury, przy ciastku i soku pomarańczowym, czas minął im bardzo przyjemnie Alicja zauważyła jak biblioteka łączy całą społeczność. Poznała ludzi w różnym wieku, którzy spędzali wśród książek w czytelni oraz na organizowanych przez bibliotekę imprezach, swój wolny czas. Pomimo internetowego katalogu zbiorów, nigdy z niego nie korzystała. Wolała przekładać papierowe kartoniki. Była świadkiem zajęć dla ludzi dorosłych, gdzie uczyli się oni między innymi jak korzystać z komputera i Internetu. I tak mijały jej lata…

Aż nastał czas, gdy samodzielnie rozwiązała tajemnicę, która dręczyła ją od dzieciństwa. Odkryła o czym kilka lat temu rozmawiały dziewczyny za ścianą książek, kiedy wraz z tatą wybrała się pierwszy raz do biblioteki. Zrozumiała, że pierścień wrzucony do lawy miał miejsce w Trylogii Władca Pierścieni – Tolkiena. Smutny rycerz poszukujący córki, to tak naprawdę Wiedźmin, łowca potworów z książek Sapkowskiego. Niewidoczny Uniwersytet zaś znajduję się w Świecie  Dysku, stworzonym przez Pratchetta. Otwierał się przed nią nowy, inny świat, do którego zamierzała wkroczyć szybko, nie zwlekając stania na progu.

Już jako uczennica szkoły średniej, wybrała się na odbywające się w bibliotece warsztaty literackie. Do tej pory, pisała jedynie wypracowania na języku polskim, ale dopiero tam, uświadomiła sobie, że samodzielnie może kreować historie i przychodzi jej to dość łatwo. Uczestnicy warsztatów, wspólnie stworzyli ciekawą opowieść, którą pamięta do dzisiaj. Zaczęła pisać opowiadania na bloga i różne strony internetowe. Wygrywała konkursy organizowane przez czasopisma i pierwszy raz pomyślała o napisaniu własnej książki. Czasami czuła się źle w czasie pisania, gdy akurat „wena nie przelatywała nad jej domem”. Ale kiedy nie pisała… było jeszcze gorzej. Uwielbiała czuć, jak świat realny koliduje z tymi wymyślonymi. Człowiek, który czyta książki żyje dwa razy, ale ten, który je tworzy, żyje niezliczoną ilość razy, znajdując się przy tym w różnych miejscach.

Swoją pierwszą książkę napisała dla dzieci i młodzieży. W czasie spotkania autorskiego widziała dużo uśmiechniętych twarzy. Siedziała na tej samej sali co kiedyś, tylko po przeciwnej stronie. Teraz to ona sprawiała radość innym. A wszystko to dzięki bibliotece i pracującym tam ludziom pełnym pasji.




- Koooooniec – powiedziałem.
- Oooo – westchnęły dzieci. To nieprawdopodobna historia, chyba jest zmyślona?
- Jeśli wykluczy się to, co niemożliwe, to, co pozostanie, choćby było mało prawdopodobne, nie jest warte długiego siedzenia na podłodze z podkulonymi nogami, kiedy można zjeść podwieczorek? Co o tym sądzicie?
- A tu się z wujkiem zgadzamy.