środa, 13 czerwca 2018

Dziecięce Sny



Nieznana szerszemu gronu Badaczy księga „Azarok i Mądrości” nie zachowała się do naszych czasów w całości. Większe fragmenty tekstu, wraz z niesławnym:

Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami,
nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

… możemy znaleźć w Necronomiconie. Dla najbardziej wtajemniczonych Badaczy, powyższy dwuwiersz nie jest mniej ciekawy niż ten, który pierwszy raz zacytuję:

Ktoś musi śnić bluźniercze koszmary, żeby spać spokojnie mógł ktoś!

Cthulhu. Pan Snów! Nadający Nocne Koszmary! Senny Nawiedziciel. Niepojętym jest dla mnie, że do spełnienia swoich chorych, nieziemskich zachcianek, wykorzystuje dziecięce sny, które powinny być miłe, kolorowe i spokojne. Spacza nocne wizje niewinnych istot, które nijak mogą mu pomóc w Jego bluźnierczych planach. Rozsiewa w nich ziarna strachu i zła. Na potwierdzenie moich słów, przytoczę  poniżej kilka snów trzydziestopięcioletniej kobiety, o których opowiedziała mi kilka miesięcy temu, a śniła je, będąc zaledwie kilkuletnim dzieckiem. Była jedną z niezliczonych młodych osób, które doświadczyły tych zmor.   


Wejdźmy w jeden z pierwszych koszmarów, który przeżyła za sprawą Pana na R'lyeh. 

Ciemność. Dziewczynka czuła wyraźny, duszny zapach chryzantem i stearyny. Słyszała przyciszone szepty, pomrukiwanie znanej modlitwy. Po chwili zdała sobie sprawę, że nie otacza jej gęsty mrok kosmicznej pustki, a miała mocno zamknięte powieki. Kiedy z trudem je otworzyła, przed sobą ujrzała otwartą trumnę, na około której rozstawiono kwiaty w wazonach i świece. W środku drewnianej skrzyni leżała jej babcia. Babcia czarownica, jak zwykła o niej myśleć. Najbardziej nielubiana osoba w rodzinie. Wiecznie zgarbiona dziwaczka z bielmem w oku, która zawsze wydzielała ohydny słodki, mdły zapach. Obok nieboszczki stało kilka osób, kobiet i mężczyzn przyobleczonych w żałobne barwy. Gdyby mogła uciekłaby z tego miejsca. Niespodziewanie jakaś siła kazała jej wstać. Nogi same, ciężko poprowadziły ją w stronę martwej staruchy. Poczuła się jak kukiełka, sterowana przez bezimiennego aktora. Tym razem nie mogła zamknąć oczu, a nie chciała spoglądać na martwą twarz. Ale gdy podeszła bliżej, całą uwagę skupiła na wielkim, złotym medalionie leżącym na piersiach. W okrąg wpisana była jakąś tajemna gwiazda, a raczej było ich kilka. Trudno precyzyjnie określić ten wzór. Wszystko się rozmazywało, było nieokreślone. Nigdy wcześniej nic takiego nie widziała.  Wolała jednak to, niż widok opiętej suchą skórą, babcinej czaszki.  

Kolejny sen…

Dziewczynka od zawsze bała się burzy, a tej nocy była ona niespotykanie intensywna. Leżała w łóżku na boku, sparaliżowana ze strachu, wpatrując się w małe lusterko stojące na szafce nocnej, w którym odbijał się biały sufit. Kolejne błyski rozświetlały trupim światłem jej dziecinny pokój, nadając wszystkim znanym i kochanym zabawkom upiornego kształtu o lodowato błękitnej barwie. Po suficie coś chodziło. Było małe i trudno było to rozpoznać. Pająk? Ćma? Kreśliło widoczne linie, które formowały się w znajomy, lecz cały czas ulotny kształt. Zrazu nie wiedziała czy były to litery czy geometryczne figury, których uczyła się już w szkole. Sufit zamazany był już siecią widmowych linii. Nakładały się na siebie, były równoległe i prostopadłe. Pioruny były blisko. Światło uderzało we wszystkie drzewa w ogrodzie otaczającym posesję. Myślała, że oślepnie. Chwilę później od silnego grzmotu, który zatrząsł całym domem, w kliku miejscach pękło lusterko. W kącie zakwilił mechaniczny trybik pozytywki. Zniekształcone, odbijające się w lustrze linie, ułożyły się w coś, co już dobrze znała. Był to kształt, o którym już kiedyś śniła - wzór medalionu zawieszony na babcinej piersi. Tego co nastąpiło później, kobieta do dzisiaj nie umie potwierdzić. Czy zdarzyło się to na jawie, czy był to raczej nieświęty sen. Myślę, że musiała wówczas zemdleć, gdyż dalej, cały opis robi się niezrozumiały. Kobieta wspomina, że usłyszała elektryczne wyładowania, rzekłbyś brzęczący dźwięk prądu, skaczący  pomiędzy przerwanym przewodem. Wzór na ścianie zaczął mienić się ciemnogranatowym i bordowym kolorem. Dziecko pierwszy raz tej nocy odwrócił głowę, spoglądając na sufit. Nieopisany wzór poprzestawiał się, układając w portal, po drugiej stronie którego zobaczyła kamienną ścieżkę prowadzącą w głąb gwiazd. Na jej końcu stała przygarbiona postać.   



Od tamtego czasu w swoich snach gościła swoją babcię, obserwując sytuacje, które każdemu Badaczowi Tajemnic, nawet amatorowi, są doskonale znane. Pozwólcie, że wspomnę jedynie o tych, które nie budzą większej grozy. 

Była noc, 1 marca 1925 r. Wraz ze swoją babcią, znajdowały się w pokoju, w którym przebywał Henry Anthony Wilcox i śnił swój przedziwny sen o wielkich miastach Cyklopów zbudowanych z bloków Tytana i sięgających nieba monolitów, które ociekały zielonym szlamem i ziały grozą tajemniczego horroru. Wilcox  podczas tej wizji wykonał płaskorzeźbę i  obudził się nad nią w kompletnym oszołomieniu.


Były też w snach pewnego człowieka, mieszkającego przy College Street 66, w Providence, Rhode Island. Dwudziestego czwartego listopada 1927 roku jego sen rozpoczął się na wilgotnym, porośniętym trzcinami bagnie, pod szarym, jesiennym niebem. Na północy wznosiło się urwisko z inkrustowanych porostami kamieni. Widziały, jak gnany jakimś tajemniczym poszukiwaniem, wszedł na szczyt czy też grzbiet tego porośniętego krzakami wzniesienia, znaczonego czarnymi paszczami jaskiń otwierających się po obu stronach w głębi kamiennego płaskowyżu. 


Znajdowały się też w snach pewnego staruszka. Z zaciekawieniem i pewną dozą strachu stwierdzili, chociaż do tych wniosków doszli rzecz jasna osobno, że odpłynęli z domeny typowego, pospolitego snu do koszmaru tak osobliwego, z jakim nigdy dotąd się nie zetknęli. Był to ten świat w którym żyli  i nie ten zarazem, cienisty, geometryczny chaos. Dostrzegali elementy znajomych rzeczy w najbardziej zaskakujących i nieprawdopodobnych kombinacjach.


Widziały z oddali szumiące brzozy, choć noc była bezwietrzna i człowieka, który te drzewa ścinał i formował drewniane koziołki, które z czasem ożyły i rzuciły się w stronę tajemniczej, leśnej chaty.


Obserwowały gadziego stwora, mieszkańca podziemi, Dziecię Nocy, zmienione w czasie tysięcy lat ewolucji w przebrzydłą kreaturę, która pełzła w stronę uwięzionych ludzi na półce skalnej, a chwilę później spadając w dół na skały…


Unosiły się w powietrzu patrząc jak Hero, Eldin i Amiza wspinają się na liściu życia inteligentnego Drzewa, mieszkańca Krainy Snów i na nich udają się w nieznane na zachód.  

A wszystko to i bardziej przerażające rzeczy, o których nie śmiałem wspominać, śniła będąc małą dziewczynką. Koszmary o niewytłumaczalnych krainach, sytuacjach i przedmiotach, dla niedowiarków będące jedynie fikcją literacką. My doskonale wiemy, że jest prawdą. Tak samo jak Pan, który czeka w uśpieniu, aż gwiazdy ułożą się we właściwym porządku.