Przed wiekami nad wodami jeziora Gopło znajdował się warowny gród Kruszwica. Blisko niego, na małej wysepce otoczonej szuwarami, wznosiła się wysoka, kamienna wieża. Grodem rządził książę Popiel — człowiek zwalisty, rubaszny, jowialny, a przede wszystkim jurny i przedsiębiorczy.
Popiel podziwiał niezależnych od nikogo władców, zarówno historycznych, jak i mitologicznych. Cenił ich za autonomię i możliwość budowania królestw według własnych potrzeb i przekonań.
Nie miał cierpliwości do przestrzegania etykiety i nie dbał o stroje. Jego ubrania były wymięte, podarte psimi pazurami i często brudne, a tam, gdzie powinny znajdować się perły i drogocenne kamienie, zwisały tylko nici. Zapominał wydawać służbie polecenia, a gdy już to robił, szybko zmieniał zdanie. Nie przeszkadzało mu, że w chlebie trafiały się ziarenka piasku, a wina z jego winnic smakowały rzecznym mułem. A jednak ludzie trwali przy nim niewzruszenie, choć sam nazywał ich „swoimi psami”. Często mawiał: „Psy się posiada, a psy to służący” oraz: "Rzuć patyk, a służalczy pies z wywieszonym jęzorem, choćby wydawał ostatnie tchnienie i ledwo powłóczył nogami, przyniesie ci to, co rzuciłeś."*
Jego żona, niemiecka księżniczka Gerda, sprawiała wrażenie ciepłej, dobrej i rozumiejącej kobiety. Za tą fasadą składała się głównie z kłów i pazurów. Słodkie słówka, które zdawała się szeptać mężowi do ucha, w rzeczywistości pełne były jadu i bluźnierstw. Idealnie pasowała do Popiela. Mieli liczne potomstwo i wciąż je powiększali. Gdy nachodziła ich ochota, książę dreptał przy żonie niczym satyr z krzywymi, owłosionymi jak tyki grochowe nogami. Sam zachowywał się wtedy jak pies, który poczuł sukę. Nie było w nim nic ludzkiego.
Od czasu do czasu Popiel wyprawiał wspaniałe uczty. Przyjmował na nich bogatych i wpływowych gości, z którymi zawierał korzystne umowy. Wówczas jego dom i on sam zmieniali się nie do poznania. W głównej izbie rozwieszano na co dzień ukryte, wspaniałe gobeliny w ciepłych barwach, a pod sufitem zapalano lampy. Na środku pomieszczenia stał okazały kandelabr ze świecami z pszczelego wosku. Wnętrze wypełniał zapach kadzidła, piżma i wykwintnych potraw. Podłogi zamieciono, wyłożono matami z sitowia i obsypano ziołami oraz suszonymi kwiatami. Zimą w miejscach narażonych na przeciągi ustawiano piecyki z żarzącymi się węglami. Ważnych gości zapraszano do stołu ustawionego na podwyższeniu. Marmurowy blat przykrywał haftowany w kwieciste wzory, lniany obrus, a na nim stawiano srebrne tace, puchary z zielonego szkła i złoconego rogu. Kryształowe flakony napełniano dobrym winem o bogatym aromacie. Nie brakowało niczego.
Aby przypieczętować udaną umowę, Popiel oddawał gościowi na czas rozliczenia jedno ze swoich dzieci. Pod koniec uczty wybierał jedno spośród licznej gromady, a następnie, przy wszystkich, zwracał się do niego: „Pamiętaj, czyim jesteś dzieckiem. Pożyczyłem dziś od naszego łaskawego gospodarza dużo pieniędzy i obiecałem zwrócić je w całości. Ty jesteś gwarancją, że dotrzymam słowa. Jesteś zakładnikiem mojego honoru”.
Wywoływało to ogromny podziw wśród biesiadników. Nie brakowało chętnych do udzielania księciu coraz większych pożyczek. Popiel i Gerda nie ustawali w organizowaniu kolejnych spotkań i oddawaniu dzieci w zastaw. Trwało to latami. W tym czasie Popiel wzbogacił się, rozbudował majątek, zatrudnił nowych, wiernych ludzi i wyszkolił silną drużynę wojowników.
Gdy nadszedł czas spłaty długu, szybko stawało się jasne, że Popiel w okrutny sposób wszystkich oszukał. Nie zamierzał oddawać pieniędzy. Barykadował się w masywnej twierdzy, obsadzał mury zbrojnymi, gromadził zapasy i śmiał się do rozpuku z naiwności lichwiarzy. Jego dzieci stawały się zakładnikami, lecz on wykrzykiwał z murów, że nic go nie obchodzą — ma jeszcze kowadło i młot, by „wykuć” lepszych synów i córki.
Wielu oszukanych próbowało zdobyć gród, lecz wszelkie wysiłki rozbijały się o wysokie, mocne mury. Wielotygodniowe oblężenia nie przynosiły rezultatów. Uczestnicy krucjaty przeciw Popielowi wracali ze spuszczonymi głowami, tracąc nadzieję na odzyskanie długów.
W wielkiej krzywdzie żyły za to dzieci Popiela i Gerdy. Żadne z nich nie potrafiło przełknąć goryczy losu zgotowanego przez rodziców. Nienawiść narastająca przez lata doprowadziła do wydarzeń, które potoczyły się błyskawicznie, tworząc nieprzerwany łańcuch zdarzeń. Zhańbione dzieci postanowiły dokonać zemsty — tak, aby cały świat usłyszał o okrucieństwie ich rodziców. Było to coś z pogranicza religijnej ekstazy, narkotycznej euforii i niepowstrzymanego podniecenia.
Zachodzące nad Kruszwicą słońce świeciło czerwono, oblewając wszystko karmazynowym blaskiem… A przed bramami stanął oddział ludzi o rysach Popiela i Gerdy. Każdy z nich był ogniwem łańcucha, który zaciskał się na szyjach rodziców.
Bez ostrzeżenia niechciane dzieci najechały gród. Wpadały całymi korowodami do każdej komnaty, dając upust zemście. Wszystkie domy obróciły się w ruinę — nie ocalał ani jeden. Nikt ze służby ani zbrojnych nie uszedł śmierci. Z daleka widać było tłusty słup dymu płonącej twierdzy. Popiel i Gerda w popłochu uciekli do wieży na wysepce. Nie mieli jednak wiele czasu na strach. W jednej chwili pełne nienawiści dzieci dostały się do wnętrza. W ich oczach czaiło się obrzydzenie, pogarda i żądza mordu. Brudni od błota, krwi i potu, pachnący swądem spalenizny, dopadli rodziców. Żelazem, pazurami i zębami rozdarli ich na strzępy. Nie było w tym nic ludzkiego.
W tej legendzie o Popielu nie było żadnej klątwy — jedynie brak rodzicielskiej miłości.
* - cytat o psach jest Lovecrafta
Dodane 11 LIPCA 2016 na fbl.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz