środa, 7 stycznia 2015

Aktywny w Szaleństwie ...i w Schronie Przeciwatomowym

Dobry system…

- No jak nie w Schronie to gdzie? – zapytałem. Co Ty w ogóle mówisz?… Przecież wiesz, że… Ech… No po co tak mówisz?... Gdzie indziej przetrwaliby wojnę? Nie było innej możliwości i przecież wiesz o tym… Uczysz się o tym nawet w szkole… jakby to było coś, czego nie można zauważyć…  
No już dobrze Ian… uspokój się… Szkoda się denerwować. - odparła leżąca na łóżku Shani. Czy to już pogdybać nie można…  „Co by było gdyby?”… Wiesz, korzystam z okazji, że mogę rozmyślać o różnych rzeczach,  nawet o takich... Od kiedy Ci to przeszkadza?
- Dobrze już. Rozmyślaj sobie o tym. Jakoś nie mam dzisiaj do tego głowy. Do niczego nie mam!... czuję się rozbity. Przepraszam…
- No nie możesz być rozbity Mistrzu Ianie… wszak to Ty dzisiaj będziesz wielkim Kreatorem… Już nie mogę się doczekać. Nie zmienisz chyba zdania i nas zawiedziesz… na kilka godzin przed? – do rozmowy dołączył milczący do tej pory chłopak.
- Nie, nie… wszystko dobrze Bob. Damy radę ze wszystkim… Nie patrzcie się tak na mnie, dam radę… Shani przepraszam, mów dalej…
- A czy to jest o czym mówić więcej? Hmm… Tak swoją drogą… Jak można myśleć o czymś, o czym się nie wie? Jeżeli nie zdajemy sobie z czegoś sprawy, nie możemy o tym myśleć… tak?
- Ano… ale ktoś kiedyś musi o tym „czymś nie do pomyślenia” zacząć myśleć, bo nie byłoby.. chociażby różnych wynalazków. Chociaż…
- Masz rację… - wtrąciła się Shani i usiadła na łóżku… Ja to czasem myślę sobie,  jak to jest tam na zewnątrz…
- Chyba wszyscy myślimy… - powiedziałem. Całe to rozmyślanie jest ciekawe. Ale całe nasze życie i… naszych rodziców upłynęło właśnie w tym miejscu… Kolejne pokolenie, które się urodzi… będzie… hmm… jakie to słowo?… Będzie żyło tym miejscem?… Czy wyjdziemy stąd kiedyś się pytasz? To co tutaj, to całe nasze życie….  Pomimo, że wiemy, że jest coś na zewnątrz,  to w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz dajemy sobie doskonale radę ze wszystkim… Myślę, że wszyscy… W sumie nie ma dla nas tego „czegoś na zewnątrz”… To „coś na zewnątrz” nie istnieje… Rozumiecie mnie?
- Zostaniesz filozofem - odparła Shani… Rozumiemy… doskonale.
Bob jak to miał w zwyczaju, przysłuchiwał się rozmowę… i teraz tylko pokręcił głową… Po chwili powiedział: Znalazłem książkę Shani, muszę iść… Spotykamy się za kilka godzin… według planów?
- Ja też już muszę iść. Do zobaczenia niedługo – powiedziałem i wyszedłem z pomieszczenia za Bobem.

Wróciłem do swojej kwatery. Ojciec właśnie kończył obiad… mama leżała na łóżku i słuchała muzyki…
Cześć – powiedziałem. W szkole jak to w szkole, raz lepiej raz… gorzej.
Mama mnie nie usłyszała, a ojciec popatrzył się na mnie dziwnie i podszedł do zmywarki żeby włożyć do niej brudny talerz.
- Masz teraz wolne? Chcesz mi pomóc w dłubaniu w silniku? – zapytał się mnie ojciec i sięgnął po gorący kubek herbaty, którą kochał pić… Zastanawiałem się nieraz co by zrobił, gdyby jej nie było??!?...
- Wiesz co Tato… ustawiłem się na wieczór… chciałbym troszkę poczytać. Nie chce mi się jakoś dłubać w silnikach…
- No nic… nie ma sprawy, wszak to ja tu jestem specjalistą od napraw wszelakich. Powiedz mamie, że mi obiad smakował jak się obudzi. I puścił do mnie oko, poczym wziął torbę z narzędziami i wyszedł.
A ja nalałem wody do kubka  i poszedłem do … mojego pokoju… Wziąłem leżącą na stole książkę i położyłem się na łóżku… Musze sobie poczytać o czasach przeszłych… O tradycjach, sposobie  ubierania, zachowania… - pomyślałem.
… Byłem zafascynowany nowymi informacjami… - ale po pewnym czasie usnąłem.

Po dwóch godzinach się obudziłem… otworzyłem  powoli oczy… coś mi się śniło… Świat, o którym czytałem… Uśmiechnąłem się do siebie. Już wiedziałem jak ten senny majak wykorzystać…
Po zjedzeniu kolacji i zabraniu kilku niezbędnych rzeczy na wieczór, poszedłem do kwatery Shani…
Bob przyszedł kilka minut po mnie. Po krótkiej wymianie zdań przystąpiliśmy do gry…
Dobrze… - zacząłem. Pewnie już myśleliście, w kogo byście chcieli się wcieli…
- Ja zostanę aktorką… o blond włosach… będę chodziła w czerwonym płaszczu i będę palić  cygara… Usta będę miała umalowane szminką, a …
Czym? – zapytał Bob?
Szminką… takie coś do ust dla kobiet, zobacz… tutaj jest opis… - Shani pokazała Bobowi podręcznik…
- Acha… już wiem… szminka, trudna nazwa, ale ją zapamiętam – powiedział Bob przeglądając książkę… Ja będę prywatnym detektywem… Będę miał kapelusz i długi płaszcz… będę nosił w kaburze pistolet 223… Hmm… nie… to miał być colt…
Po kilku minutach ustaleń zacząłem opowieść…
- Deszcz nieprzerwanie siąpił od kilku dni. Nocne niebo zakrywały gęste chmury. Eony rozświetlały mokre budynki, ulice i ludzi podążających po w portowej dzielnicy Chicago… W końcu znalazłeś adres lokalu, w którym umówiłeś się z piękną nieznajomą… Ze środka słyszysz muzykę jazzową i czujesz delikatną woń egzotycznych przypraw.
- Zanim wejdę do budynku, zdejmę kapelusz, chce poczuć deszcz na twarzy… - powiedział Bob. Przeczeszę mokre włosy ręką i wejdę do środka… W gębie mi zaschło, zamówię whisky…


Po kilku godzinach…
No… to była dobra sesja… Ubawiłem się doskonale…  - powiedział Bob. Dobry ten system Arkadia… wszystko tam można było robić… Och…
Dobry wynalazek to RPG – powiedziała Shani ziewając i trąc oczy…
Cieszę się, że się Wam podobało – powiedziałem i zamknąłem podręcznik do gry.


Tekst ten został napisany dla Trzynastego Schronu i obecnie znajduje się w jego zasobach. Tym opowiadankiem nawet wygrałem jakąś książkę... chyba "Arkadię" - Iwony Michałowskiej.

www.facebook.com/starywujek000