sobota, 21 września 2019

Zima na szlaku - opowieść wiedźmińska




Od domu dzieliło mnie już mniej niż dzień drogi, a że słońce chyliło się ku zachodowi  i głód doskwierał niemożebnie, zatrzymałem się na popas i nocleg w Karczmie "Pod Trzema Kawkami". Gdy już byłem solidnie najedzony, a w izbie nikogo poza mną nie było, rozsiadłem się swobodnie za stołem i poprosiłem karczmarza o ostatnie piwo przed snem... i wtedy do Karczmy wszedł On. Jakież było moje zdumienie, kiedy swe kroki skierował w moją stronę i zapytał, czy może się przysiąść... Zgodziłem się, poprosiwszy karczmarza o piwo dla mojego niespodziewanego towarzysza...

Jestem Wiedźminem, słyszałeś o nas? - zaczął...

Przytaknąłem, bo jak większość ludzi słyszałem o Nich, ale nigdy ich nie widziałem... A On zaczął swoją opowieść...

Nie przejmujcie się dobry człowieku. Powiem co chce powiedzieć, napiję się piwa i ruszam w dalszą drogę. Skoro słyszałeś o Wiedźminach może i słyszałeś to, że wszyscy na zimę wracamy do swoich Warowni? A wiesz dlaczego tak czynimy? Słuchaj uważnie, bo już nigdy nikomu tego nie powiem... Nie jest prawdą, że wracamy bo brak nam funduszy na przetrwanie zimy na szlaku... Posłuchaj... zapewne jesienią widziałeś palące się ogniska na polach? Na pewno widziałeś! Wiesz też, co się o tym mówi, że pali się w nich nie tylko trawę i resztki roślin... A może sam to robiłeś? W tych ogniskach gospodarze palą truchła wszystkich  istot, które dokuczają człowiekowi w miejscu ich zamieszkania, a które udało im się złapać i ubić... Wiesz o czym mówię? O Porońcach, Kikimorach, Dziwożonach, Topielicach Zmorach... Smoków? Smoków nie zabijam...

Gospodarze myślą, że najbezpieczniej jest palić to wszystko jesienią, bo już niedługo popioły śnieg przykryje i mróz to wszystko ściśnie. Skuteczność jest jednak tego nie za wielka... Wszystkie te istoty chędożą się przy ogniu piekielnym i tylko w jego gorącu swoje nasienie połączyć ze sobą mogą. Kiedy truchło wrzucisz do ogniska, to ono się z dymem na całą okolice rozniesie... a i rozprzestrzeni się wtenczas również i ich nasienie. W powietrzu następuje przemieszanie się tych ohydności i niedługo to wszystko wraz ze deszczem na ziemię opada. A z tego, o ile zimę przetrwa, a wiadomo, że coś zawsze przetrwa, nowe dziwadła się rodzą, na które my, Wiedźmini już od wieków polujemy.

Zdjęcie: Janusz Kulik

A śnieg? Jak wiadomo śnieg to też woda... tylko, że skupienie ma inne. I w śniegu tym pełno jest tego plugastwa... Trzeba by było ten śnieg cały, nie mieczem ciąć, a... topić go. Taaak.. był cech wiedźminów, którzy śnieg podgrzewali i nasienie to całe z wody odławiali, ale pracy z tym dużo było, a efektów żadnych. I to jest powód, dla którego wracamy na zimę do naszych Siedlisk... Nie da rady tak walczyć. No... pora już na mnie...

 ...

Wiedźmin piwo wypił, sera mojego i boczku, które zostawiłem dojadł, wstał i jak wszedł do Karczmy, tak wyszedł. A ja? Cóż, bałem się jakoś na początku o tych rewelacjach komuś wspominać, ale co tam, opiszę to, może jakiś bard o tym piękną pieśń ułoży...   






Jest to oficjalne nagranie, ma którym słychać agonalne jęki, palących się w ogniskach potworów. Uwaga! Tylko dla ludzi o mocnych nerwach:




W maju 2015 roku, w Audycji "Ossobliwości Muzyczne" w Polskim Programie Trzeciego Radia, opowiadanie przeczytał pan Wojciech Ossowski:










W tym miejscu, 24 września 2013 roku, opublikowałem pierwszy raz "Zimę na szlaku". Jednak muszę powoli przenosić stamtąd moje opowiadania. Powodów jest wiele... :D Chociażby ten, że nie wyświetlają się wszystkie zdjęcia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz